Happy New Year

Styczeń 02, 2018 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

Uchodzę za osobę kontrowersyjną i tak mam na wizytówce, a zachowałam się banalnie i postanowiłam pojechać zimą do Zakopanego zamiast, jak zwykle, do Sopotu. Kiedy kupowałam bilet przez Internet, jedną z możliwości był -wagon kinowy. Po zajrzeniu do programu ogarnęła mnie euforia. Woody Allen i Barcelona, reszta też fajna. Przestałam żałować, że nie mają „strefy ciszy” proponowanej w Pendolino, w której nie wolno wydawać żadnych dźwięków i nici z gadania przez komórkę. Wyobraziłam sobie wagon z opuszczonymi roletami, dwa ekrany na  dwóch końcach i cudowna kinowa atmosfera, może dadzą Popcorn?. Myślałam że pociąg, który zawsze nazywał się „Tatry”, teraz nazywa się „Giewont”, bo nazwy się zmienia. Ale nie, są dwa. Wagon kinowy był zupełnie pusty, tylko ja i jakaś parka. Cały pociąg pęka w szwach, a my spoko, aż do Krakowa.  Zapytałam konduktora, kiedy będzie film. Zdziwił się uprzejmie i powiedział, że filmu nie ma, bo jak nie puszczą w Gdyni o 4 rano, to się dalej nie puszcza. Byłam ciekawa czy jest to wyjątkowy przypadek i czy w ogóle filmy w Inter city istnieją. Przy nim nie istniały. Fajnie, pusty wagon, bo nikt nie ma ochoty oglądać kina o świcie, a ja mam ochotę, zawsze, za co, zostałam nagrodzona podwójnie, bo było pusto i cicho, poza mlaskaniem, bo para, na oko 14 letnia, się smakowicie całowała. Uroczy konduktor po sprawdzeniu mi dokumentu tożsamości, zaprzeczył, jakoby Tatry nie istniały. Są, ale z Warszawy i nie mają kina Nie ma też kina pociąg tańszy o nazwie Oscypek, myślałam, że żartuje i się niestosownie zaśmiałam. Zapytałam, czy jest sypialny Bacówka, ale nie wiedział. Nie wiedział też czy w pociągu jest Internet i kontakty z prądem. Troszkę go spłoszyła moja ciekawość. Sam na sam z chichoczącą wariatką. Wiadomo, że oszalała para mu nie pomoże. Pożegnaliśmy się mile. Po godzinie zaturkotał barowóz z poczęstunkiem , za którym ciągnęła się jadowita smuga młodzieńczego potu. Chyba szef rumianego syna polskich pól stracił węch. Nałożyłam na nos szalik i postanowiłam popisać książkę, a tu nagle za oknem, pojawił się prawdziwy śnieżny pejzaż z dzieciństwa. Błękitny śnieg złocił się miejscami, bo do tego wszystkiego świeciło jakby nowojorskie, jasne, słońce. Na drzewach była puchata szreń, a na świerkach wisiały białe, ogromne czapy. Jak tu pisać w takich warunkach? Jakby był film, to bym miała zasłonięte okna i bym nie zauważyła, że wreszcie jest cudowna, bielutka, pełna wspomnień zima. Para młodych była nadal zajęta, ale ciepła odzież narciarska, uniemożliwiała dalszy ciąg. W Krakowie do wagonu poza moja przyjaciółką Basią wsiadło kilkadziesiąt młodziutkich osób. Piszczały tylko, zupełnie jednakowe i jednakowo ubrane panienki w identycznych czapkach z pomponami. Ostrzyżeni na zero, jak bandyci, chłopcy, mieli słuchawki na uszach i też niewątpliwie byli rodziną. Wszyscy mieli chude szyje i czerwone punkciki na ponurych buziach. Tu zwracam uwagę, że użyłam z okazji Nowego Roku, słów, nie oddających sytuacji faktycznej. Gdy pociąg ruszył chłopcy pojedynczo udawali się do toalety, chowając w dłoni papierosy. A za oknem widoki, których brakowało mi od dziecka. Ośnieżone dachy, dymy z kominów, ślady ptasich stópek, kończące się nagle, lasy zupełnie białe i wąwozy i suche oszronione trawy i badyle z białymi pomponikami. Zdumiony pies wybiegł z bramy i stanął. Może to jego pierwszy psi śnieg? Poza mną i zachwyconą Basią, nikt się zimą nie zainteresował, wygrały komórki. W Zakopanym tłumy, niczym nie posypane chodniki i jezdnie. Auta tańczą wyjąc silnikami, wszyscy padają jak kawki. Idą dwie panie, a jedna, bęc, druga ją podnosi i też bęc, dziewczynka bęc, pan bęc, z poślizgiem. A ja nie bęc, bo nie wypada, więc idę jak gejsza. Wszystkim moim Przyjaciołom , znanym i nie znanym, życzę zdrowia. Pieniądze można zarobić, gdy ono jest.  Podobno na rano najlepsza jest zwykła, zimna Coca- cola, tak twierdzi moja ulubiona lekarka. Ma rację.

 

Zamiast przepisu na jedzenie.

Butelkę schłodzonego Szampana, Prosecco lub Cavy, wkładamy do kubełka z lodem. W dzbanuszku szklanym podajemy odcedzony, wyciśnięty sok pomarańczowy. Zimne kieliszki ustawiamy obok siebie. Wina musujące otwieramy cicho, delikatnie przytrzymując korek. Strzały i polewanie się bąblami zostawiamy zawodnikom Formuły Pierwszej.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane