To określenie majtek, ale i nieforemnych spodni oraz kalesonów nie dodających wdzięku, szyku i deformujących figurę. Polki zawsze były łase na nowinki, w sumie bezkrytycznie, z odwagą Kamikadze. Niskie, „chude inaczej”, w płaskich balerinkach i szortach, demonstrujące nóżki, które byłoby lepiej zasłonić, są powszechnym widokiem na ulicach. Ostatnio przyszła moda na szarawary, czyli inspirowane strojem tancerek brzucha, groteskowo szerokie, nieforemne gacie.
W okresie międzywojennym podobne nosiły wysokie elegantki w kurortach, ale eksponując talię i espadryle na wysokich koturnach. Były to czasy kobiecości i zawsze wygrywały sukienki, nie skracające nóg i nie eksponujące potężnych pośladków, tak jak wiszące, ale modne gacie.
Jest ich wiele rodzajów, najstraszniej wyglądają dżinsowe rury, których posiadaczki wyglądają jak zawodniczki biegu w workach. Żeby pokazać, że nie cierpią na słoniowaciznę, wycinają w dżinsowych rurach pokaźne dziury, żeby było widać, że mają zdrowe nogi. Zwykle, zamiast obcisłej dla kontrastu bluzki, zakładają do gaci worowate podkoszulki i za duże bluzy. A jakby chciały się totalnie oszpecić, to można zawsze usunąć ząbek z przodu.
Nic dziwnego, że chłopcy wolą internetowe piękności w stringach, bo młode kobiety chyba straciły instynkt, upodobniając się do dilerów narkotykowych z przedmieść Nowego Jorku, czy boskiego Buenos.
Te nieforemne gacie z tanich poliestrów zalały Warszawę. Potykając się o za długie nogawki maszerują bardzo niskie i otyłe modnisie, które ewidentnie są sierotami, bo mama by ich z domu nie wypuściła w czymś takim.
W czasach moich studiów na ASP modne były spodnie dzwony. Miałam też z nogawkami szerokimi na ponad 100 cm w obwodzie, ale do tego 15 centymetrowe koturny. Szarawary też miałam szyte przez krawcową i super dopasowane na biodrach, Zawsze wysoki obcas, bo balerinek nigdy nie nosiłam, gdyż znajomi ortopedzi twierdzili, że to niezdrowo i powinno się mieć pod piętą 2-3 cm.
Jest też druga zabawna stylizacja dla niskich, otyłych dziewczyn: na obcisło. Pudrowe legginsy, do tego ciasny różowy podkoszulek, eksponujący każdą fałdę i fałdkę. Przypomina to reklamę opon Michelin i jest dowodem, że posiadaczka tego stroju nie ma lustra w domu, oraz siostry i przyjaciółki, które by jej zwróciły uwagę i poprosiły o zmianę stylizacji.
Dlaczego bierzemy z zza granicy tylko głupie, nieeleganckie wzory? Czemu inteligenci noszą kapturki, identyczne jak te, w których uciekają przed policją dealerzy narkotyków urodzeni w slumsach, czemu ludzie jedzą i palą na ulicy, czemu chodzą ubrani jak mieszkańcy squat-ów? Coś jest na rzeczy? Mam to w nosie, ale nie lubię patrzeć na więzienne tatuaże wystające z brudnych podkoszulków i gaci. Każde drzwi powinny mieć na wewnętrznej stronie lustro. Może by choć ciut pomogło.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane