Wracam właśnie ze Słupska, gdzie w ratuszu miałam tłumne spotkanie autorskie. Mam ich sporo i to w całej Polsce. W sumie jest to bardzo przyjemne, gdy naprzeciwko siedzą uśmiechnięci, ciekawi tego co powiem, ludzie płci obojga z odświętnymi minami. Nie mam żadnych problemów przed kamerą, gdy ogląda mnie milion ludzi a bywam lekko speszona przy 50- 100 osobowej widowni. Ale jak jest 400 osób, co się zdarza, to trema znika.
Do spotkań się nie przygotowuję, bo i tak to widownia decyduje o czym będzie rozmowa i jak się potoczy. Dla mnie to ciekawsze niż nadawanie tempa i kształtu, spotkaniu. Lubię być zaczepiana przez rozmówców Lubię widzów rozśmieszać i dziwić, co nie jest trudne.
Na wizytówce mam napisane- osoba kontrowersyjna, bo za taką uchodzę, a prawdę mówiąc, to dla mnie osoba bez fantazji i własnego zdania jest kontrowersyjna.
Na spotkaniach 70%, to kobiety od 30 do 80 lat i mężczyźni raczej młodzi i przystojni. Z zalotnymi minami, którzy zadają podchwytliwe pytania. Panie też wyglądają super, bo sytuacja jest odświętna. Zwykle i ja i publiczność jest nastawiona na „Tak” i to się czuje w powietrzu. Najwięcej pytań, zwykle dotyczy Nowego Jorku, gdzie mieszkałam przez 9 lat i mojej 17-letniej przyjaźni z Agnieszką Osiecką. Mniej jest pytań o malowanie, więcej o książki. Są też wyssane z palca pytania: Czy jeszcze!!!??? maluję. Tu pragnę oświadczyć, że maluję cały czas i naprawdę coraz lepiej. Co kilka dni ukazują się nowe prace w mojej internetowej galerii: galeriahannybakuly.pl.
Obrazów jest mnóstwo i to bieżących. W moim Studiu Tulipan na Facebooku zawsze za mną stoi na sztaludze jakiś obraz, najczęściej duży pastel. Malowanie jest dla mnie świetną terapią, a jak uda mi się stworzyć coś wyjątkowego to cieszę się jak dziecko. Nie potrafię powiedzieć, jak to jest z natchnieniem, czy nagłym przymusem stworzenia obrazu. To irracjonalne. Anioł siada na ramieniu i mówi do ucha, że czas zacząć. Wtedy wpadam w coś rodzaju transu i ręka sama, bez mojego nakazu, sobie robi co chce. A na koniec anioł odfruwa zadowolony i wtedy nie dodaję nawet kropki. Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale tak jest. Ptak też nagle zaczyna śpiewać i nagle urywa. To jest chyba jedna z tajemnic sztuki.
Z tematami też jest ciekawie. Głównie przy akwarelach, które maluję bardzo szybko i zawsze mając dobry humor. Rozkładam specjalny papier akwarelowy i farbki, stawiam kubek z wodą, do rozcieńczania i nagle pojawia się malutka muza i siada mi na dłoni, która trzyma pędzel. Dopóki nie zacznę, nie wiem co namaluję, ona wie. Najpierw rysuję kontur, potem maluję wspaniałymi, chińskimi akwarelami, które są słusznie bardzo drogie. Pastele też są drogie, nie mówiąc o papierach, ale na tym nigdy nie oszczędzam. Ostatnio w bajeczne pastele zaopatruje mnie mój szkolny przyjaciel z Paryża, Claudiusz, który ma dużą kolekcję moich obrazów.
Tu sensowna uwaga. Artystom trzeba pomagać, starać się nas zrozumieć, bo nie mamy zwykłej duszy, za to mamy cienką skórę. Nie umiemy robić, rzeczy, które z łatwością robią wszyscy, za to umiemy tworzyć nowe światy, czego najmądrzejszy księgowy nie potrafi.
Ale się rozhulałam.
Pisałam w pełnym pociągu Pendolino relacji- Słupsk- Kraków via Warszawa. Wagon 7, strefa ciszy.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane