Wystawy

Październik 08, 2017 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

Ahoj!
Wystawy, wernisaże i promocje moich książek, to dla mnie zwyczajna rzecz. Po prostu, są to pewne rytuały i wystarczy być, a wszystko ładnie się kręci koło artysty, czy to Nowy Jork, czy Paryż, czy Warszawa. Tym razem wybierając się na wernisaż moich obrazów do zamku- Hradec nad Moravici w Czechach, o dziwo, miałam tremę. Salę wielkości dwóch sal gimnastycznych znałam ze zdjęć, zamek też, ale czeska publiczność to zupełna nowinka. Języki podobne, ale niekoniecznie słowa znaczą to samo, nie wiadomo na ile rozumieją polski, a miałam wygłosić mowę zaraz po Wojewodach, Kasztelanie i Dyrektorze. Wygłosiłam, nawet rozśmieszyłam sporą publiczność, dostałam brawa, bukiety i tak jak w Polsce, każdy zrobił sobie ze mną selfie. I tak jak w Polsce, bardzo ich zainteresował mój pobyt w Nowym Jorku. To miasto- klucz do kariery. W Czechach też. Moje duże, ponad 2 metrowe olejne obrazy, wyglądają „ ve velke galerii Bileho zamku”, jak znaczki pocztowe, a pastele i akwarele, jak miniaturki. Czegoś tak ogromnego jeszcze nie widziałam.
Dyrektor Muzeum Ziemi Prudnickiej postanowił w Czechach pokazać kolekcję moich obrazów, które podarowałam muzeum w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Zaczęło się w czasach poprzedniej pani Dyrektor, od dużej wystawy, która tak się podobała, że została na dłużej, a potem notarialnie przekazałam obrazy do zbiorów. To był Jej pomysł, który wydał mi się zabawny. Nie myślałam o tak poważnym rozwoju sprawy. Z następnych wystaw zostawały kolejne prace i zrobiła się duża kolekcja, eksponowana oddzielnie. Okazało się, że moje obrazy mają swoje miejsce, gdzie można je zawsze obejrzeć, a teraz specjalnie na moją stałą ekspozycję remontuje się renesansową kamieniczkę, tuż koło prudnickiego rynku. Cudowne wnętrze z polichromowanym, oryginalnym, belkowanym stropem, dębowe podłogi. Może to trochę za małe, bo Muzeum w Prudniku ma dużo moich prac, ale postanowiliśmy je wymieniać, co pewien czas. Nie jestem zbyt przebiegła i niezbyt perspektywicznie myślę, ale jak się okazało, za moment będę miała WŁASNE MUZEUM. Choć miejsce, w którym prace były dotychczas, bardzo mi odpowiadało, ale własne, to co innego. Mają je tylko Witkacy w Słupsku i Beksiński, choć jest częścią ekspozycji Muzeum w Sanoku, tak jak ja ostatnio w Prudniku.
Przyjęcie po wernisażu odbyło się w przepięknej, kryształowo- złotej sali i Czesi, zgodnie z panującą opinią i moimi oczekiwaniami, okazali się być weseli i przyjaźni. Grube ryby, z obu stron gadały sobie, każdy po swojemu, a ja z przyjemnością patrzyłam na to spotkanie, które zdarzyło się dzięki moim obrazom. Zostaną w Czechach do stycznia, żeby uświetniać świąteczne koncerty. Czesi są bardzo muzykalni. Na moim wernisażu utwory Bacha na wiolonczelę grał b. przystojny wirtuoz i wszyscy naprawdę słuchali.
Dzięki Polfarmie, z okazji wystawy i otwarcia mojego muzeum, został wydany piękny katalog ze wszystkimi pracami z prudnickiej kolekcji i wkładką po czesku. Jest fantastyczny i doskonałej jakości. Bardzo dziękuję Dyrektorom Polfarmy i Muzeum w Prudniku za zrozumienie i serdeczną pomoc. Czechy mijane samochodem są niezmiernie malownicze i harmonijnie skomponowane. Myślę, że to zasługa dawnego, austriackiego porządku. Śliczne protestanckie kościółki sąsiadują z katolickimi . Jednych i drugich nie za dużo, bo Czesi są ateistami i prawie nie obchodzą świąt, oraz nie celebrują pogrzebów.
Są krajem świeckim i to może sprawia, że czują się swobodnie, stąd krok do bardzo dużego poczucia humoru. W Polsce na wernisażach wszyscy stoją z kieliszkami i narzekają.
W Hradcu goście byli weseli w nieznany nam, spontaniczny sposób, tak jak młodzież, a byli w słusznym wieku. Bardzo bym chciała mieszkać w Czechach, ale chyba już trochę za późno na przeprowadzki, może zdarzy się cud.

 

Czeskie kluski, po włosku.

Można je znaleźć w wersji niemieckiej, nazywają się spatzle i są do kupienia w lepszych sklepach. Gotujemy aldente, nie przelewamy zimną wodą. Wkładamy do miski, do tego rozdrobniony ser Gorgonzola, lub Cambonzola, siekane orzechy włoskie, na koniec troszkę gęstego jogurtu i delikatnie mieszamy. Wsypujemy drobno posiekaną zieloną pietruszkę pieprzymy grubym pieprzem. Podajemy bardzo gorące.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane