To, że nie mam dzieci, nie znaczy, że się na nich nie znam. Przez 20 lat byłam Prezesem Fundacji Hanny Bakuły, która zajmowała się propagowaniem kultury polskiej, pomocą Domom Dziecka i organizowaniem w Warszawie corocznego Festiwalu muzyki Franciszka Schuberta. Dzieci- sieroty społeczne w wieku szkolnym, zabierałam 2 razy w roku na plenery malarsko muzyczne i wymyślałam dla nich różne atrakcje, na przykład obecność 10 dzieci z Kielc na premierze „Dziadka do orzechów” w Operze Narodowej, dzięki dyr., Waldemarowi Dąbrowskiemu. Potem zwiedzanie sceny operowej, największej w Europie, mieszkanie w hotelu Marriott i zabawa w apartamencie Michela Jacksona. Coroczne plenery i wycieczki w Bieszczadach.
Zapraszaliśmy z przyjaciółmi dzieci na Święta i to wszystko do wybuchu Covidu. Potem moje placówki przestały istnieć. Wszystko się zmieniło z braku sponsorów…. Ale 22 lata byłam cały czas zaangażowana w wymyślanie dla „mojej” – prawie setki dzieci, różnych edukacyjnych atrakcji.
To nieznana część mojej kontrowersyjności, bo na wizytówce mam: „Hanna Bakuła, osoba kontrowersyjna”. Nie lubię się chwalić, dla mnie to była wielka przyjemność i właśnie w czasach Covidu przypadało 20-lecie mojej wspaniałej zabawy. Miał być jubileusz w Marriotcie.
Mam oprawione, śliczne prace dzieci z plenerów i mnóstwo naszych zdjęć z warsztatów i koncertów, które robiliśmy, oraz spektakli z własnymi kostiumami. Nauką muzyki na instrumentach perkusyjnych, zajmowali się moi przyjaciele – „Marimba Duo”, ja uczyłam malować i projektować, oraz wykonywać stroje i maski.
Pomagali mi przyjaciele i mili sponsorzy. Co się nabiegałam, to moje, a pomagał, kto mógł.
Dzieci z placówek wychowawczych, są grzeczne, tylko, tak jak z wszystkimi dziećmi, trzeba z nimi rozmawiać.
A teraz pytanie. Po co ja to waśnie teraz napisałam? Powodem jest obserwowanie wczoraj w Kazimierzu, na rynku i w okolicach, zadbanych, najedzonych, nie patologicznych, eleganckich dzieci, wleczonych w upale bez celu, przez znudzonych rodziców. Te dzieci nie potrafią się bawić, a jazda autem w siedzidełku przez 3 godziny, po to, żeby zjeść kapiącego loda, jest bez sensu. Tak, jak ich piski i wrzaski w restauracjach, gdzie wchodzą nóżkami na obrusik i nie dają sąsiadom spokojnie zjeść zupki. (napisałam delikatnie, choć mogłam nie).
Dlaczego dzieci z Domów Dziecka, których już nie ma, były grzeczne? Bo umiały żyć w społeczności i nie rozpieszczali ich rodzice. Umiały się bawić ze sobą i nie wlekli ich bez celu w upale zmęczeni rodzice. Jak by nie były miłe, to by ich zniszczyli rówieśnicy, nie zaakceptowali wychowawcy i by nie pojechały ze mną na plener, a to im się nie opłacało.
Lubię grzeczne dzieci i one mnie bardzo lubią. Potrafię rozmawiać z dziećmi w wieku szkolnym i mają do mnie zaufanie, bo się im nie podlizuję, jak rodzice i dziadkowie, a słucham i rozśmieszam.
Wysyłajmy dzieci na obozy i kolonie. Nic im się nie stanie, nauczą się podstawowej dyscypliny i kontaktów z innymi dziećmi i dorosłymi. Uwielbiałam wyjeżdżać na co się dało. Kolonie, obozy pod namiotami, obozy wędrowne, zimowiska i tylko dwa tygodnie z Babcią, Mamą, Ciocią i Białym Bąkiem, moją kuzynką przy kości. Ale zaczęłam mając 6 lat, przedtem ogród i rzeczka w rodzinnej Zielonce. Miłej reszty wakacji.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane