Dzieci i ja

09 sierpnia, 2026 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

To, że nie mam dzieci, nie znaczy, że się na nich nie znam. Przez 20 lat byłam Prezesem Fundacji Hanny Bakuły, która zajmowała się propagowaniem kultury polskiej, pomocą Domom Dziecka i organizowaniem w Warszawie corocznego Festiwalu muzyki Franciszka Schuberta. Dzieci- sieroty społeczne w wieku szkolnym, zabierałam 2 razy w roku na plenery malarsko muzyczne i wymyślałam dla nich różne atrakcje, na przykład obecność 10 dzieci z Kielc na premierze „Dziadka do orzechów” w Operze Narodowej, dzięki dyr., Waldemarowi Dąbrowskiemu. Potem zwiedzanie sceny operowej, największej w Europie, mieszkanie w hotelu Marriott i zabawa w apartamencie Michela Jacksona. Coroczne plenery i wycieczki w Bieszczadach.

Zapraszaliśmy z przyjaciółmi dzieci na Święta i to wszystko do wybuchu Covidu. Potem moje placówki przestały istnieć. Wszystko się zmieniło z braku sponsorów…. Ale 22 lata byłam cały czas zaangażowana w wymyślanie dla „mojej” – prawie setki dzieci, różnych edukacyjnych atrakcji.

To nieznana część mojej kontrowersyjności, bo na wizytówce mam: „Hanna Bakuła, osoba kontrowersyjna”. Nie lubię się chwalić, dla mnie to była wielka przyjemność i właśnie w czasach Covidu przypadało 20-lecie mojej wspaniałej zabawy. Miał być jubileusz w Marriotcie.  

Mam oprawione, śliczne prace dzieci z plenerów i mnóstwo naszych zdjęć z warsztatów i koncertów, które robiliśmy, oraz spektakli z własnymi kostiumami. Nauką muzyki na instrumentach perkusyjnych, zajmowali się moi przyjaciele – „Marimba Duo”, ja uczyłam malować i projektować, oraz wykonywać stroje i maski.

Pomagali mi przyjaciele i mili sponsorzy. Co się nabiegałam, to moje, a pomagał, kto mógł.

Dzieci z placówek wychowawczych, są grzeczne, tylko, tak jak z wszystkimi dziećmi, trzeba z nimi rozmawiać.

A teraz pytanie. Po co ja to waśnie teraz napisałam? Powodem jest obserwowanie wczoraj w Kazimierzu, na rynku i w okolicach, zadbanych, najedzonych, nie patologicznych, eleganckich dzieci, wleczonych w upale bez celu, przez znudzonych rodziców. Te dzieci nie potrafią się bawić, a jazda autem w siedzidełku przez 3 godziny, po to, żeby zjeść kapiącego loda, jest bez sensu. Tak, jak ich piski i wrzaski w restauracjach, gdzie wchodzą nóżkami na obrusik i nie dają sąsiadom spokojnie zjeść zupki. (napisałam delikatnie, choć mogłam nie).

Dlaczego dzieci z Domów Dziecka, których już nie ma, były grzeczne? Bo umiały żyć w społeczności i nie rozpieszczali ich rodzice. Umiały się bawić ze sobą i nie wlekli ich bez celu w upale zmęczeni rodzice. Jak by nie były miłe, to by ich zniszczyli rówieśnicy, nie zaakceptowali wychowawcy i by nie pojechały ze mną na plener, a to im się nie opłacało.

Lubię grzeczne dzieci i one mnie bardzo lubią. Potrafię rozmawiać z dziećmi w wieku szkolnym i mają do mnie zaufanie, bo się im nie podlizuję, jak rodzice i dziadkowie, a słucham i rozśmieszam.

Wysyłajmy dzieci na obozy i kolonie. Nic im się nie stanie, nauczą się podstawowej dyscypliny i kontaktów z innymi dziećmi i dorosłymi. Uwielbiałam wyjeżdżać na co się dało. Kolonie, obozy pod namiotami, obozy wędrowne, zimowiska i tylko dwa tygodnie z Babcią, Mamą, Ciocią i Białym Bąkiem, moją kuzynką przy kości. Ale zaczęłam mając 6 lat, przedtem ogród i rzeczka w rodzinnej Zielonce. Miłej reszty wakacji. 

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane