Kochana Agusiu
Tyle się dzieje z okazji Twoich 90 urodzin, że aż serce rośnie. Z tej to okazji składam Ci serdeczne życzenia, choć nie wiadomo czego, bo nie wiem, gdzie jesteś i dlaczego się nie odzywasz. Bez życzeń nie wypada. Po namyśle stwierdziłam, że jednak Ci pożyczę, czegoś do czego nie miałaś smykałki, mianowicie – szczęścia w miłości.
Z Twoją urodą, zabawnym wdziękiem i sławą powinnaś być posągową boginią a byłaś petentką. Nawet to słowo do Ciebie nie pasuje, a byłaś! Z tym Ci nie szło. W tym roku wzięłam czynny udział w Twoich jubileuszowych obchodach i to z Agatką, ale w połowie bez, bo ona bardzo zajęta.
Zaczęłyśmy od kina Praha, które wypiękniało i zasługuje na czczenie Ciebie. Był to półfinał konkursu śpiewania Twoich piosenek. Nie wiem, czy byś to lubiła, ale trwa 19 lat i sobie radzi. Jurek Satanowski się tym zajmuje, a jak wiesz, zdolna to i skuteczna bestia muzyczna a wykonawcy co roku inni i coraz lepsi. Sporo z nich po studiach jazzowo – wokalnych i to słychać.
Wszyscy są mili i pełni zapału, ale jest większość dziewczyn o głosach typu „Daj boże zdrowie!”. W tym roku był jeden chłopak, który wydawał dźwięki elektroniczne z przyniesionego I-pada. To moja droga przenośny komputerek, wielkości książki i cienkości naleśnika, w którym jest wszystko. Muzyka, poczta, książki do wyboru. Nie jest tani, ale wszyscy mają, bo się wzbogaciliśmy nagle, jak Wokulski.
Bombiaste komputery wielkości pojemnika na kota rasy angielskiej, wyrzucone zaśmiecają kosmos, a my sobie bez komputera nie radzimy i nosimy wszędzie. Nie będę Ci tłumaczyła jak to jest, bo udało Ci się uniknąć elektroniki i strasznego wynalazku, który nazywa się „komórka”, w nim też jest wszystko, a na dodatek robi super zdjęcia. Ja kupiłam pierwszą wielkości piórnika z Zakopanego, ale bez góralczyka wyrzeźbionego na wierzchu.
Nazwa chyba nie pochodzi od komórki na węgiel? Raczej od komórki w ciele, bo po angielsku, to Cell-phone. Tu muszę, bo zapomnę, powiedzieć Ci ciekawostkę. Otóż Kasia Lengren powiedziała mi w basenie w Konstancinie, gdzie się pławimy w solance i znamy coraz dłużej, bo 55 lat, od studiów na ASP, że są badania w sprawie inteligencji pokoleniowych grup. Okazało się, po raz pierwszy w historii, że testy wykazały, iż iloraz inteligencji rodziców, jest wyższy od ilorazu dzieci, które nie czytają, nie myślą, zdają się na informacje komputerowe i… głupieją.
Zauważyłam to dawno, bo taka zwykła młodzież wygląda jak bezdomni analfabeci i … taka jest. To jest o tyle ciekawe, że do teraz było odwrotnie. Co to będzie, jak obecne dzieci będą miały jeszcze głupsze od siebie dzieci?
Da capo, al fine.
W pisaniu do Ciebie listów nie przeszkadza mi to, że nie żyjesz. Do teraz nie przyjęłam tego całkiem do wiadomości. Sytuacje ratuje Agata. Nie chcę teraz pisać o naszej luźnej, ale solidnej przyjaźni, ale to udane dziecko po pięćdziesiątce.
Ad rem. Nikt już nie wie co to znaczy. To, co piszę, nazywa się blog i przynosi mi sporą popularność, a większą, wręcz ogromną – „Studio tulipan”, gdzie zamieszczam krótkie swoje filmiki i udzielam rad kobietom w każdym wieku. Ostro i pogodnie. Oglądają mnie ich tysiące. Jestem popularna jak Matka Teresa, póki się nie wydało, że była potworem.
Wracam do Twoich Urodzin. W teatrze Rampa, który jest z okazji nowego dyrektora intelektualną bombonierką. Była sztuka o nas. Tobie, mnie, Elce Czyżewskiej, Zbyszku, Danielu, Agatce. Bez Przybory i Andre? Grali przepięknie, a na scenie, ja byłam ubrana tak jak wtedy w Nowym Jorku. Byś się zachwyciła. Młodzi, piękni aktorzy, a Ty na scenie identyczna, aż mi się chciało płakać. To nie koniec, bo jeszcze z Pucią poszłyśmy do TVP poopowiadać o naszych hulankach na Saskiej Kępie i wspólnych projektach, a ja pojechałam do Poznania na finał Twojego konkursu. Wszyscy byli świetni.
Wygrała piosenka „Części zamienne”, śpiewana dramatycznie, przez bardzo chudą, utalentowaną brunetkę. Nie piszę nazwisk tych pięknych kobiet, bo sobie możesz sprawdzić w boskim Internecie. Wygógluj sobie. Gógle kojarzą mi się gulgotaniem, a w tym wypadku, guglotaniem indora. Nie lubiłabyś tego zupełnie obcego, technicznego, niewychowanego świata. Wyobraź sobie, że 29 lat się nie widziałyśmy. Ostatni raz kilka godzin zanim sobie poszłaś. Piękna, z rozpuszczonymi siwymi lokami. Lecę na basen solankowy, w którym jest coraz mniej soli, a przecież jest tania, jak barszcz. To opinia z dawnych czasów, bo teraz wszystko jest drogie!
I co Ty na to?
Całuję rączki, całuję rączki. Twój Józio, z pączkami.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane