To sztuka Szekspira, której tytuł doskonale pokazuje sensacje i kontrowersje na temat adaptacji „Lalki” Prusa. Była wystawiana w teatrze, ale miłosierni krytycy ją słusznie zignorowali. Widzowie też.
Teraz równolegle powstały dwie adaptacje: Serial Netflixu i kinowa. Serialu nie wytrzymałam długo, bo pomimo wczesnej pory po 2 odcinkach zaczęłam ziewać i zmieniłam film na lepiej oświetlony i bez dłużyzn.
Miałam pewność, że kinowa wersja z tak genialną obsadą, rzuci mnie na oba kolana, mimo, że jedno jest po operacji. Nie rzucił. Przede wszystkim nieczuły na męską urodę reżyser obsadził w roli Wokulskiego przystojne ciacho jakim jest amant – Marcin Dorociński. Co prawda, z pewnością, do roli musiał przytyć, ale ciągle wszystkie hrabiny, łącznie z Izabellą wskoczyłyby mu do alkowy. Starsze by weszły godnie. Z kolei Wokulski wojował, a od tego się raczej chudnie. W Paryżu też trudno przytyć.
Czemu w obu wersjach Stacho jest klocowaty i wygląda w paltotach jak słup ogłoszeniowy? Teraz mam pytania dotyczące subiekta- Rzeckiego. Ile starszy jest on od Wokulskiego? Wygląda, że 20 lat, a to nie jest możliwe, skoro byli towarzyszami broni. W filmie jest omszałą, kwękającą korzenioplastyką.
Charakteryzator nie miał litości.
Marek Kondrat nie potrzebował szpecącej charakteryzacji, bo jest idealnie starszy od Marcina Dorocińskiego i też bardzo przystojny. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy aby Rzecki nie kocha się w swoim szefie, bo cały czas zachowuje się jak murzyńska niania w „Przeminęło z wiatrem”. Skacze koło niego, zagląda w oczy, troszczy się w iście matczyny sposób i godzi na wszystko. Musi kochać!
Jeśli chodzi o Lalkę, to jest zagrana świetnie, choć są inne opinie.
Kim jest Izabella? Starą, piękną panną, jak na tamte standardy. Nie ma posagu, ale ma urodę. Jest trochę inteligentną, elegancką snobką, wytworem swojego środowiska. Świetnie to zagrała doskonale wyreżyserowana, Kamila Urzędowska. Pięknie ubrana z delikatną charakteryzacją, jest może ciut za naiwna, jak na swój książkowy wiek, ale prześliczna, a tak miało być.
Poprzednie Lalki były zupełnie inne.
Beata Tyszkiewicz nie musiała grać hrabianki, bo nią jest.
Małgorzata Braunek stworzyła lalkę z nowoczesną urodą i świetnie zagrała.
„Lalka” jest powieścią pozytywistyczną, głównie chodzi o pokazanie, jak żałosny jest próżniaczy żywot arystokracji, jak wspaniały jest Wokulski, który wszystko osiągnął dzięki sobie i jak głupia jest Lalka, która tego nie docenia. A jaka ma być, skoro od dzieciństwa prano jej mózg?
Z kolei absztyfikant kuzyn niezbyt słusznie obsadzony. Wokulski bardziej sexy. Ciut za długi film, podoba mi się bardziej od początku serialowej wersji. Po pierwsze-obsada, po drugie- obsada, po trzecie- elegancja arystokratów, cudne kostiumy i powiew XIX wieku, scenografia, piękne sceny plenerowe, no i widniej. Serial ciemny

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane