Nie będę pisała banalnego eseju o urodzie, bo co 10 lat zmienia się recepta na nią i stare modele fizyczne, jak i psychiczne, śmieszą następców. Chcę napisać o zjawisku, które rzuciło mi się w oczy, bo często przesiaduję w kawiarnianych i restauracyjnych ogródkach, przy ruchliwych ulicach i oglądam różne pary hetero, gejowskie i lesbijskie, które po mieszkaniu przez lata w Nowym Jorku, rozpoznaję bezbłędnie.
Jestem tęczowa biernie. Czynnie nie byłam i nie będę, bo jednak, po latach, wolę mężczyzn, choć starzeją się smutno, jak zwiędłe dzieci. Kobiety bardziej i inaczej o siebie dbają i wyglądają młodziej i żwawiej od swoich starych „synków”.
Ale nie o tym chciałam pisać, tylko o coraz dorodniejszej, zgrabniejszej generacji Polaków. Dziewczyny mają długie, zwykle zgrabne nogi, które eksponują, piękne dekolty i biusty latem widoczne gołym okiem. Buzie są też śliczne, a włosy zadbane, choć fryzura „na dziewicę”, bywa czasem za zabawna. Ostatnio pojawiły się dziewczynki z doklejonymi rzęsami, pazurami i włosami. Wyglądają zaskakująco ze zblazowanymi minami, pół-gołe i żałosne. Chyba są sierotami, bo żadna matka nie wypuściłaby tak oszpeconej córki z domu, no i chyba nie chodzą do szkoły?
Chłopcy, włącznie z maluchami są też bardzo ładni i zgrabni. Niestety nie wszyscy. Pomijam miłosiernie osoby „chude inaczej”, bo przodujemy w Europie w sprawie otyłości i ani nam się śni ograniczać cukier i mąkę w postaci buł, chipsów i słodkich trujących napojów gazowanych. Widuję małe dzieci, które ledwo się toczą, u boku potężnej, udziastej mamusi wcinającej hot-doga, pchającej wózek z olbrzymim niemowlakiem.
Widuję też chorą na anoreksję i bulimię młodzież, która chyba się nie leczy. Przeważają zwykle punkowe, smutne dziewczyny.
W niedzielne popołudnie siedziałam w ogródku na Wilczej w centrum i na ulicy spacerowały zaskakująco niedobrane pary. Ładny chłopak, z otyłą, niegustownie wystrojoną dziewczyną, starszy, ufarbowany pan z nastolatką, machającą markową torebką, ledwo idącą na 20 centymetrowych szpilkach. Pary zgarbionych, bladych chorobliwie komputerowców, obojga płci. Do tego ewidentnie samotne matki na rowerach, w sukniach powiewnych wiozące minimum dwójką dzieci w plastikowych przyczepkach, mających nosy na wysokości rur wydechowych. Ciekawe, że pary nie rozmawiały ze sobą i miały znudzone miny i nikt się nie przytulał. Może to mieć związek z tym, że podobno mniej pijemy alkoholi, ale więcej napojów energetycznych, co powinno pobudzać. Niby to dobrze, ale z punktu widzenia seksuologii, to nie bardzo.
W moim blogu jest sporo żartów. To raczej dobrze, bo ostatnio nikt się na ulicy nie śmieje.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane