W baśni Andersena, Królowa Śniegu niechcący tłucze lodowe lustro i odłamki fruną na cały świat. Jeden z nich wpada w oko przemiłego chłopca – Kaja, który w zachwycie spędza czas z sąsiadką Gerdą. Nagle Kaj się zmienił, zaczął mieć humory, nic mu się nie podobało a Gerda przede wszystkim. Dziewczynka cierpiała, bo po kilku dniach zajechały lodowe sanie Królowej i porwała zadowolonego Kaja do swojej lodowej krainy. Kaj-paskuda miał wszystko, wybrzydzał i krytykował razem ze swoją panią. Królowa za nim szalała a on zapomniał o Gerdzie.
Zakochana dziewczynka – Gerda, wyruszyła na północ za lekko ubrana, szukać przyjaciela. Futro podarowała jej wzruszona cierpieniem dziewczynki rozbójniczka. W tym momencie płakałam zawsze, bo bajkę czytałam sto razy. Gerda miała mnóstwo przygód. Pomagali wszyscy…
A teraz ad rem. (sprawdzić w Necie) Wiadomość z ostatniej chwili!
Nadeszła wreszcie prawdziwa zima, na którą wszyscy czekali wybrzydzając na ocieplenie klimatu. Niektóre dzieci pierwszy raz widziały śnieg i lepiły bałwanki. Przypomniały mi się moje duże bałwany z nosem z marchwi, oczami z węgielków, w starych kapeluszach dziadka z prawdziwą miotłą z cienkich gałązek. Chrzęst, pod butami na futrze, niebieskawego o zmroku śniegu. Miałam kożuch zakopiański do ziemi i w komplecie futrzaną pilotkę i rękawiczki z jednym palcem na sznurku. Wyglądałam jak pomnik marszałka Koniewa w Krakowie. Też był ciepło ubrany, ale go rozebrali. W tamtych czasach zima następowała po jesieni i 1 listopada panie szły na cmentarz w futrach, a panowie w kożuchach, lub pelisach (sprawdzić w Necie). Gdy było poniżej 20 stopni, dzieci nudziły się w domu.
Na podwórkach osiedli i boiskach szkolnych wylewano lodowiska, i wszyscy umieli jeździć na łyżwach. Moja paczka pędziła na lodowisko „Błyskawica” prosto ze szkoły. Wracałam tuż przed powrotem mamy z pracy. Zjadałam obiad i szłam na łyżwy wieczorne. Teraz dzieci nie chodzą do szkoły, tylko jeżdżą, nie ma kolegów mieszkających w sąsiedniej klatce schodowej. Zima nie jest chyba atrakcją, jak się jest wożonym…
Czemu ja to wszystko piszę, zaczynając od lustra Królowej Śniegu? Dlatego, że Polacy stali się negatywnymi Kajami. Może wpadł im do oka odłamek krzywego lustra? W styczniu, co nie jest ewenementem, zrobiła się lekko spóźniona zima. Wszędzie spadł śnieg, wszędzie zamiecie, wszędzie mróz??? Kto to widział, żeby zimą była zima? A miało być ocieplenie klimatu. To wina lewicy, bo za ich czasów były podobne zjawiska przyrody. Albo Tuska, bo pewnie też miał lodowisko w Sopocie i przy pomocy macek UE sprowadził zimę na złość prawdziwym Polakom.
Rodzime Kaje, którym się nic nie podoba, zamiast cieszyć się chrupiącym śniegiem i radością potomstwa, są oburzone śniegiem i lodem. Podobno SORy pękają w szwach, bo ludzie się przewracają na lodowych pułapkach. Myślę, że to normalne. Trzeba sobie kupić za grosze raki i przyjąć do wiadomości, że „idzie luty, obuj buty!”.
Skąd w naszych zapasionych Kajach tyle jadu? Nagle czepiają się naturalnych pór roku, które ich nie dotyczą, bo Ci co najbardziej bełkocą oburzeni jeżdżą samochodami, z garażu do garażu, pracują zdalnie, ale najchętniej piją piwo na kanapie.
Teraz serio.
O ile ktoś może, niech pomaga zwierzętom, bo większość z nich nie pamięta takich zim. gdy czujemy, że mamy w oku odłamek lustra Królowej śniegu idźmy do lekarza, bo może pomóc, albo łyknijmy jakieś ziołowe lekarstwo na stres. Gerda znalazła Kaja i przytuliła się do niego płacząc z radości, a łzy rozpuściły odłamek lodowego lustra. Podobno płacz oczyszcza.

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane