Sztuka konwersacji

Luty 11, 2019 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

Już w starożytności były szkoły retoryki, czyli nauki mówienia i przemawiania, powstała erystyka, nauka o prowadzeniu sporów a w nowożytności uczono posługiwania się językiem, który to język i słowa przezeń stworzone są naszą wizytówką. Od pewnego czasu miałam wrażenie, że głuchnę, bo nie rozumiem co mówią ludzie młodzi. Siedzę w knajpie, obok mnie stolik wesołych małolatów, gadają jak najęci, a ja rozumiem tylko jedno używane w różnych intonacjach słowo, które stało się swoistym hymnem Polaków. U manicurzystki dziewczyny rozmawiają ze sobą a ja słyszę piski i gdakanie. Zmasakrowane słowa bez końcówek i piti, piti. Świetnie pokazał to Marek Koterski w filmie „Dzień świra”, gdzie dwie laski rozmawiają ze sobą właśnie w ten sposób. Sprawę prawdziwych kontaktów załatwiają SMS-y, równie paskudne, pełne skrótów i bełkotów. Niedługo wyraźnie będą mówili tylko starzy aktorzy i urzędnicy banków, udzielając pożyczki. Młodzi aktorzy mówią tak jak ich rówieśnicy, a ja oglądając z przykrością serial u manicurzystki słyszę coś takiego. „Wsiały do tgo faseta i sknd mam wiedzieść. Tipi, tipi. plium Oooo! soś tkiego!” Oczywiście film jest kryminalny, a rozmawiają dwie główne bohaterki, których cienie poruszają się groźnie po ścianach, jak u Murnaua, genialnego reżysera od horrorów z lat 20 XX wieku.  Ten niezamierzony efekt źle ustawionego światła, wzmaga grozę sytuacji. Większość młodych ludzi mówi jak dzieci specjalnej troski, a do tego macha łapami i miętosi sobie twarz, którą, o ile jest jak, podpiera gestem zmordowanego górnika uratowanego z zawału w kopalni i grzebie w telefonie. Nie wspomnę o garbieniu się i stawianiu stóp do środka. Nie ma to nic wspólnego z mówieniem, ale istnieje coś takiego, jak język ciała. Na wszelki wypadek poszłam do mojego ulubionego Luxmedu i zbadałam sobie słuch. Idealny!  Czyli nie rozumienie tego, co mówią małolaty, to nie przejaw upośledzenia . Uff! Na pocieszenie dodam, że nie rozumiem też tego co mówią politycy w zbiorowych audycjach. Przerywają sobie i gadają jak na targu, bez ładu i składu, najczęściej jednocześnie. Jedyne co jest wyraźne, to „ Proszę mi nie przerywać, ja panu nie przerywałem!” I dalej hajda trojka! Już stratowany prowadzący puszcza lejce…

 Moja babcia, która dbała żebym mówiła całymi zdaniami i nie łykała końcówek, kazała mi dotąd powtarzać moje zziajane bełkoty, dopóki nie były powiedziane prawidłowo. Dlatego w szkole zostałam szanowaną deklamatorką. Wszystkie moje przyjaciółki jak się okazało też deklamowały na akademiach i co to komu przeszkadzało?  Słowa spotworniały i znaczą zupełnie coś innego, niż jeszcze 20 lat temu. Moim ulubionym jest OGARNĄĆ. np. kajak,  śmierć babci, albo mycie samochodu, albo przepchanie toalety. Carramba! (a czyje to powiedzenie?)

Dawne sposoby na atrakcyjność towarzyską, czyli tak zwane „gadane”, nie jest już argumentem w podrywaniu lasek, a listy miłosne i nie tylko, zniknęły w paszczy Internetu.

 Jak to ogarnąć bez ściemy? Nie kumam! Pitju pitu, pici, mici, k…

Parówki, jak u mojej mamy.

Parówki pokroić na trzy części i ponacinać głęboko, na krzyż. Smażyć na gorącym oleju aż się wywiną. Dodać pomidory obrane ze skórki i posiekane drobno, lub pulpę z puszki. Dusić 15 minut. Dodać  paprykę ostrą. Lekko przestudzić i wlać śmietanę rozbełtaną z sokiem pomidorowym i sosem z duszenia. Wymieszać, zostawić na malutkim ogniu na 3 minuty. Posypać pietruszką i podawać w kokilkach z grzankami, najlepiej z bagietki (oddzielnie).

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane