Święta w Nowym Jorku

05 stycznia, 2026 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

Moje Święta w Nowym Jorku od 1981 roku miały zawsze charakter bardzo patriotyczny, bo grupa moich przyjaciół została wyrzucona z Polski po stanie wojennym albo tak jak ja została w Ameryce ze strachu. Z Polski dochodziły okropne wieści. Bałam się o mamę, która udzielała się i to bardzo w Solidarności i o internowanych przyjaciół. Wszyscy się baliśmy i trzymaliśmy się razem, wspomagając. Wigilie przeważnie były u mnie na 11 ulicy, bo miałam duży salon, normalnie będący pracownią. W następnych latach dołączali do nas amerykańscy artyści i intelektualiści, bo Polacy byli modni i stanowiliśmy prężna grupę artystów mówiących po angielsku.

Każdy z nas miał rdzennych przyjaciół, którzy byli nas ciekawi. Na Wigilii bywali nawet Chińscy Nowojorczycy, Słowaccy malarze i Amerykanie-profesorowie NYU. Dużą choinkę wieszaliśmy za oknem, żeby nie marnować miejsca. Po zapaleniu lampek była, jakby w środku.  Każdy przynosił coś do jedzenia. Ja robiłam pierogi z grzybami i kapustą i barszcz, kupowany wraz z opłatkiem w polskim sklepie, tam też były pyszne śledzie w oliwie, wystarczyło posiekać cebulkę. Robił to zawsze jakiś kolega, bo szkoda mi było rozmazywać łzami makijaż. Barszcz doprawiałam czosnkiem i majerankiem. Był prawie domowy. Jedliśmy go z fasolą Jaś. Koledzy przynosili sałatki, ciasta, no i coś do picia. Wódka polska, wina francuskie.  Na koniec po północy, tańce do rana, bo nie jeździło metro. 

Byliśmy rodziną, wszyscy bez prawdziwych rodzin i obowiązków, mieliśmy czas na spotkania i bywania w różnych ciekawych miejscach. Manhattan w latach osiemdziesiątych był Mekką artystów i intelektualistów. Na ulicy można było spotkać Grace Jones, Andy Warhola, Tinę Turner, Gretę Garbo i Astirid Gilberto. Wszyscy chcieli tam być. Za rodzinami tęskniliśmy momentami, bo wszystko dookoła było absorbujące i ciekawsze niż w Polsce.

Tu muszę nadmienić, że piszę o grupie artystów w wieku 30+. Sting jest moim rówieśnikiem, a Madonna ciut młodsza. Nikt na nas nie czekał, nikt nie odpytywał. Nikt się nie wtrącał. Dlatego nasze Święta były nietypowe z elementami sushi, o którym w Polsce nikt nie słyszał, a my jedliśmy z zachwytem.

Zniosło mnie trochę, ale nagle przypomniały mi się wszystkie Święta spędzane w Ameryce. Jednak podróże kształcą, tylko trzeba znać język, a ja jadąc znałam i to mi pomogło współpracować z amerykańskimi galeriami i teatrami.

Na zakończenie ciekawostka. Amerykanie mają tylko jeden dzień wolny z okazji Bożego Narodzenia. 25 grudnia i tyle! W sobotę pracują do 15, a 26 już do pracy. Biedacy! Żadnych pomostów, żadnych zwolnień i odpracowywania. Biedny to kraj, gdzie ludzie mają 2 tygodnie urlopu i nie mogą kombinować. A my w tym roku, jakby policzyć to mamy wolne 24, 25, 26, 27 sobota i, 28 niedziela, niby mało, ale da się dociągnąć do 3 Króli.

Kto bogatemu zabroni?

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane