Moje tańce- Rys historyczny

09 stycznia, 2026 Hanna Bakuła Bez kategorii 0 komentarze

W moim domu rodzinnym tańczyło się bez okazji, a nawet bez muzyki. Można było sobie dośpiewać melodię. Sporo tańczyłam z babcią i to od 3 roku życia. Stawałam jej na stopach i tak uczyłam się rytmu. Często sobie śpiewałyśmy jakąś piosenkę do tańca. Mama też tańczyła świetnie. Czasem we trzy puszczałyśmy sobie twista z płyty pocztówkowej. Tata i dziadek też super tańczyli, bo tego uczono w szkołach przed wojną.  

Co tydzień w karnawale rodzice i dziadkowie chodzili na dancingi. Były w lepszych restauracjach i hotelach. Panie wspaniale wystrojone, z fryzurami prosto od fryzjera, szpilki na zamianę w siatce. Panowie z garniturach, białych koszulach, krawatach, a na bal w muszkach. Bardzo im zazdrościłam tańcząc solo przed lustrem, żeby dopracować ruchy, na szkolne zabawy, na które żeńska szkoła zapraszała szkołę męską. 

Takie były czasy.  

W mojej żeńskiej szkole podstawowej połączonej z liceum LO 50, w każdej klasie był adapter i na dużej przerwie tańczyłyśmy, czasem dołączała jakaś młoda nauczycielka. Potem, już w liceum dokwaterowano nam świetnie tańczących chłopców. W mojej klasie było 4, na 36 dziewczynek do dzisiaj się z nimi przyjaźnię.

Taniec był obowiązkowy. W domu tańczyłam sama do płyt Beatlesów. Co tydzień robiliśmy klasowe taneczne prywatki. Każde dobre liceum z tradycją w Warszawie miało swój styl. Byłam na studniówce u starszego kolegi z męskiej szkoły imienia Rejtana i bardzo się zdziwiłam różnicą figur w rock and rollu, ale dałam radę.

Uwielbiam tańczyć od zawsze. W Nowym Jorku nasza grupa, składająca się głównie z artystów chodziła minimum raz w tygodniu na dyskoteki, a u mnie w dom na Manhattanie tańczyliśmy prawie codziennie z moim kolegą Emilem, który nota bene (sprawdzić w Necie) jest absolwentem Rejtana. Zwierzęta mają tańce godowe tak intensywne, że głuszec w zalotach traci kompletnie słuch. Raj dla myśliwych! Człowiek odwrotnie, zyskuje, o ile potrafi porządnie tańczyć.

 Po powrocie do Polski urządzaliśmy w Sarpie bale tematyczne. Astrologiczny, Biały, gdzie każdy musiał być ubrany wyłącznie na biało. Komisyjnie sprawdzaliśmy przy wejściu nawet bieliznę. Był bal Jarzynowy, bal Hiszpański, bale retro z odpowiednią muzyką i tańce do białego rana. Bez przebrania nie wpuszczano.   

Były wspaniałe lata dziewięćdziesiąte. Wierzyliśmy, że nareszcie będzie super. Dlaczego ja to piszę? Bo już nie ma bali i dancingów, nie ma fajfów (sprawdzić w Necie) i na przerwach w szkole nikt nie tańczy, bo nikt nie umie. 

W tym roku na Sylwestra jadłam wytworną kolacje z czwórką przyjaciół. Gdzie? U mnie w domu. Co prawda byłam po operacji oka i nie mogłam ani tańczyć, ani wznosić toastów, ale i tak nie było dokąd iść. Bardzo szkoda, bo taniec to najlepsza i najelegantsza forma ćwiczeń fizycznych. Oczywiście jak się potrafi.  Po tygodniu już mogę tańczyć. I będę dzisiaj.

Do siego roku! (sprawdzić w Necie)

 

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane