To symbole Wielkanocy, do tego mała, owsiana trawka i rzeżucha. Nie jestem mocna w didaskaliach świątecznych, ale że baranek to Baranek Boży, wiadomo. Na dyplomie z kiczu, który robiłam na warszawskiej ASP, pokazywałam moją kolekcję bazarowych, gipsowych baranków, pomalowanych olejną, białą farbą, z karminowymi ustami i oczami uwodzicielskich Cyganek. Były maciupkie, ogromne jak koty, chude i grube, stały na niedbale pomalowanych na zielono cokołach, na szyi miały prawdziwą lub namalowaną, czerwoną obróżkę ze złotym dzwoneczkiem i takimiż różkami. Oprócz solidnych gipsowych były najpopularniejsze baranki z cukru, w różnych rozmiarach. Kicz, do miliardowej potęgi, ale pewien socjolog napisał, że „kicz jest sztuką szczęścia”. Co racja, to racja.
Otacza nas na przełomie wieków, zalew kiczowatej tandety, w każdej dziedzinie. Łyknęliśmy w minutę amerykańskie badziewie estetyczne, patrz stroje ślubne, domy weselne, komunie święte i programy telewizyjne, bez grama klasy. Moje baranki, zaginęły przez lata, ale między innymi za nie dostałam wyróżnienie i dyplom na ASP.
Wracając do kurczaczków i jajeczek, sprawa jasna. Wiosna, nowe życie, wszystko kwitnie, radosna prokreacja i tu króliczek specjalista od tych spraw, jak najbardziej na miejscu. No i wielkanocne menu. Strach wymieniać ilości kalorii, które pochłaniamy zamiast jechać na wycieczkę rowerową, albo pospacerować, ale tradycja rozgrzesza, a wątroba stara się zrozumieć i wybaczyć to na co ją narażamy.
Po Wielkiej Sobocie pękałam całą noc. Dziś, Wielka Niedziela, pękam więc niedzielnie, mając nadzieję, że przetrwam poniedziałek i nareszcie wtorek, na śniadanie zjem płatki z jogurtem i owocami.
Kiedyś Święta były okazją do odwiedzin i zobaczenia bliskich, którzy mieszkali od rodziny kilkadziesiąt kilometrów, dokąd jechało się karetą kilka dni. Do syta jedli tylko bogacze i kler, reszta była na diecie. Dzisiaj mamy 1 miejsce w EU w kategorii otyłości dorosłych i dzieci, a do rodziny jedzie się kila godzin. Czyli cały ten pokaz spożywczy, który robimy na Święta, ta kiełbasiana orgia, przy wtórze mazurków nie ma sensu. I niepostrzeżenie zawędrowałam do staropolskich tradycji, które jak sama nazwa wskazuje, są nieaktualne, bo czas stworzyć nowopolskie menu i sposoby świętowania, ale nie ma musu.
Alleluja!

Przykro nam, ale dodawanie komentarzy jest zablokowane